Autorka: Anna Serwińska
Diagnosta i terapeutka integracji sensorycznej, gabinet Sensorini w Olsztynie
Opublikowano 20 grudnia 2025 · zaktualizowano 27 lipca 2026
Rodzice dzieci ze spektrum Zellwegera, czyli grupy chorób peroksysomalnych, trafiają do mnie zwykle z jednym pytaniem: czy w tak poważnej diagnozie integracja sensoryczna ma jeszcze sens? Chcę odpowiedzieć uczciwie. SI nie leczy choroby peroksysomalnej, nie cofa jej i nie zmienia jej przebiegu - to zadanie neurologa, metabolika i całego zespołu medycznego. To, co realnie potrafimy zrobić w gabinecie w Olsztynie, to zadbać o komfort dziecka: o łagodniejszy odbiór dotyku i dźwięku, o lepsze wsparcie napięcia i pozycji ciała, o spokojniejszą codzienność. I choć brzmi to skromnie, dla wielu rodzin ma ogromne znaczenie.
Choroby peroksysomalne - co dzieje się z ciałem i zmysłami dziecka
Peroksysomy to maleńkie struktury w komórkach, które biorą udział w przemianach tłuszczów i oczyszczaniu organizmu. W spektrum Zellwegera ich praca jest zaburzona, a skutki dotykają wielu układów naraz - układu nerwowego, wątroby, słuchu i wzroku. W praktyce oznacza to, że u dziecka często obserwujemy znacznie obniżone napięcie mięśniowe (hipotonię), męczliwość, trudności z kontrolą głowy i tułowia, a także osłabiony słuch lub wzrok. Do tego dochodzą napady padaczkowe i opóźnienie rozwoju psychoruchowego.
Z perspektywy sensorycznej to bardzo delikatny obraz. Kanały, którymi normalnie płyną informacje o świecie - wzrok, słuch, dotyk, czucie ruchu - bywają jednocześnie osłabione i łatwe do przeciążenia. Dziecko może nie reagować na cichy głos, a chwilę później wzdrygać się na nagły dźwięk. Warto pamiętać, że mechanizm tych trudności bywa inny niż w klasycznych zaburzeniach SI - piszę o tym szerzej w tekście o tym, dlaczego dzieci z zaburzeniami metabolicznymi mają trudności sensoryczne. Zaznaczam jednak zawsze to samo: każde dziecko z tego spektrum jest inne i nie da się jednej charakterystyki nałożyć na wszystkie.
Czego SI naprawdę nie obiecuje w spektrum Zellwegera
Chcę być tu wyjątkowo jasna, bo temat dotyczy poważnej choroby. Terapia integracji sensorycznej to wsparcie wspomagające i funkcjonalne - nie jest leczeniem. Nie poprawi funkcji, na które nie ma wpływu: nie odwróci uszkodzeń metabolicznych, nie zastąpi leczenia padaczki ani opieki metabolicznej. Nie obiecuję rodzicom, że dziecko „dogoni” rówieśników. Cele, które sobie stawiamy, są konkretne i osadzone w codzienności:
- zwiększenie komfortu przy pielęgnacji, dotyku, ubieraniu i karmieniu,
- łagodne wspieranie napięcia posturalnego i lepszego ułożenia ciała,
- pomoc w regulacji - żeby dziecko rzadziej było przeciążone i spięte,
- budowanie prostych, przewidywalnych doświadczeń zmysłowych, które dają poczucie bezpieczeństwa.
W spektrum Zellwegera wsparcie sensoryczne wprowadzamy zwykle nie jako klasyczną diagnozę SI (która u dzieci typowo rozwijających się przypada dopiero około 4. roku życia), lecz jako dostosowaną, bardzo ostrożną stymulację - często dużo wcześniej i w ścisłym porozumieniu z lekarzem prowadzącym.
Jak pracuję: najpierw bezpieczeństwo, dopiero potem bodziec
Moja podstawowa zasada przy tak wrażliwym układzie nerwowym brzmi: mniej znaczy więcej. Zaczynam od obserwacji - co dziecko toleruje, co je uspokaja, a co wyraźnie przeciąża. Dopiero na tej podstawie dobieram bodźce, zawsze łagodne i dawkowane: delikatny, głęboki dotyk (docisk kojarzy się układowi nerwowemu z bezpieczeństwem lepiej niż muskanie), spokojne, powolne kołysanie, miękkie faktury, wyciszone światło i dźwięk. Dużo uwagi poświęcam czuciu głębokiemu i propriocepcji, bo to one dają dziecku informację o granicach własnego ciała - pomaga w tym wszystko, o czym piszę w artykule o stymulacji czucia głębokiego u dzieci neurologicznych.
Ponieważ hipotonia i słaba kontrola tułowia są tu regułą, sporą część pracy stanowi wspieranie pozycji i stabilizacji - podobnie jak opisuję to przy trudnościach z kontrolowaniem głowy i tułowia. Nie chodzi o „ćwiczenie siły”, lecz o takie ułożenie i dobór aktywności, by dziecku było wygodniej i by mogło swobodniej odbierać świat.
SI działa tylko w zespole - nigdy sama
Przy chorobach peroksysomalnych żaden terapeuta nie działa w pojedynkę i nie powinien. Terapia sensoryczna jest jednym z elementów układanki, obok neurologa, metabolika, fizjoterapeuty i logopedy, który często wspiera karmienie i pracę w obrębie buzi. Zawsze dostosowuję intensywność do aktualnego stanu dziecka - po gorszej nocy, w okresie zaostrzenia padaczki czy infekcji plan wygląda zupełnie inaczej niż w dobrym tygodniu. Ta elastyczność nie jest dodatkiem, lecz warunkiem bezpieczeństwa.
Rodzina jest przy tym moim najważniejszym partnerem. To rodzice znają subtelne sygnały malucha - drobne grymasy, napięcie, sposób oddychania - których nie wychwycę w czasie jednej wizyty. Wspólnie ustalamy proste rzeczy do domu: jak układać dziecko, jak podawać dotyk, jak wyciszać otoczenie przed snem.
Kiedy i jak zacząć
Jeśli zastanawiasz się nad wsparciem sensorycznym dla dziecka ze spektrum Zellwegera, pierwszym krokiem jest spokojna, indywidualna ocena - dlatego proponuję rozpocząć od diagnozy sensorycznej w Olsztynie, dopasowanej do możliwości i stanu zdrowia dziecka. Podczas takiego spotkania nie oczekuję od malucha „zadań” - obserwuję, co jest dla niego przyjazne, a czego unikać, i dopiero na tej podstawie proponuję kierunek. Warto też porozmawiać wcześniej z neurologiem, czy w danym momencie nie ma przeciwwskazań do konkretnych form stymulacji.
Nie obiecuję cudów, bo w tak poważnej diagnozie byłoby to nieuczciwe. Obiecuję za to uważność, ostrożność i realne, drobne cele: więcej spokoju, mniej przeciążenia, odrobinę większy komfort w codziennych czynnościach. Dla dziecka z chorobą peroksysomalną i dla jego rodziny każdy taki krok naprawdę się liczy.
Artykuł ma charakter edukacyjny i nie zastępuje indywidualnej diagnozy ani konsultacji z lekarzem, psychologiem, fizjoterapeutą lub terapeutą integracji sensorycznej. Jeśli niepokoi Cię rozwój dziecka, skonsultuj się ze specjalistą.


Dodaj komentarz